Zakaz palenia

W imię ochrony życia wiecznego, duchowego bezpieczeństwa wiernych oraz tego, co uważano za święty depozyt wiary, nieraz poświęcano „dobro niższego rzędu”, to jest czyjeś życie.

17.01.2012

Czyta się kilka minut

 / fot. Grażyna Makara
/ fot. Grażyna Makara

Ktoś mnie spytał, czemu lepiej palić fajkę niż czarownice. Przecież – rozwijał swoją myśl mój rozmówca – paleniu czarownic przynajmniej przyświecała idea przeciwstawiania się złym mocom, paleniu fajki zaś... – tu wymownie zawiesił głos. No, po co się pali fajkę?

Oczywiście coś w tym jest, alternatywa nie jest ani wykluczająca (można palić i fajkę, i czarownice), ani nie wyczerpuje wszystkich możliwości (można palić jeszcze coś innego), jednak intrygujące było przywołanie racji przemawiających za paleniem czarownic contra brakowi racjonalnych przesłanek w przypadku palenia fajki. Oto przykład, do jak groźnych konsekwencji może prowadzić racjonalizm i jak bezrozumność (np. palenie fajki) może być o niebo mniej niebezpieczna.

Weźmy rozumowanie św. Tomasza. Pisał: „Ze strony Kościoła okazuje się wytrwale litość dla błądzących i dążność do ich nawrócenia, dlatego też nie są oni bezzwłocznie skazani, lecz po dwukrotnym napomnieniu, jak to zaleca apostoł. Następnie dopiero, jeśli uporczywie i zatwardziałe trwają w błędach, Kościół z obawy o dobro i zbawienie wiernych swych wyznawców wyklucza heretyków, oddaje ich w moc władzy świeckiej, aby przez stracenie usunięci zostali z tego świata” (Summa th. II. 2. q. II). Św. Tomasz uważał, że jeśli się skazuje fałszerzy monet, to tym bardziej nie należy oszczędzać fałszerzy gubiących ludzkie dusze.

Św. Augustyn był przeciw traceniu heretyków. W dziesiątym liście do Donatusa pisał: „Nie lekceważcie sobie naszej rady: zachowajcie życie tych nieszczęśliwych. Raczej dalibyśmy za nich własne życie, aniżeli byśmy mieli im je odbierać surowością waszych wyroków”. Potem jednak, pod wpływem brutalności donatystów w Afryce Północnej, zmienił zdanie, uznając nawet, że „kara śmierci dla heretyka jest aktem łaski i miłosierdzia”.

A w bliższych nam czasach papież Marcin V tak pisał do Władysława Jagiełły (tekst we fragmentach zachowany u Długosza): „Wiedz, że interesy Stolicy Apostolskiej, a także twojej korony czynią obowiązkiem eksterminację Husytów. Pamiętaj, że ci bezbożni ludzie ośmielają się głosić zasadę równości; twierdzą, że wszyscy chrześcijanie są braćmi, i że Bóg nie dał ludziom uprzywilejowanym prawa władania narodami; utrzymują, że Chrystus przyszedł na świat, aby znieść niewolnictwo; wzywają ludzi do wolności, to znaczy do unicestwienia królów i kapłanów. Teraz, kiedy jeszcze jest czas, zwróć swoje siły przeciwko Czechom, pal, zabijaj i czyń wszędzie pustynię, gdyż nic nie jest bardziej miłe Bogu, ani bardziej pożyteczne dla sprawy królów niż eksterminacja Husytów” (na szczęście Jagiełło nie dał się nakłonić papieżowi).

I oto w imię ochrony życia wiecznego, duchowego bezpieczeństwa wiernych oraz tego, co uważano za święty depozyt wiary, poświęcano dobro niższego rzędu to jest życie doczesne „zatwardziałych” heretyków.

Być może również mordercom „czarownic” przyświecały racje, w ich przekonaniu, religijne. Dramatyczne wydarzenia, o których piszemy w tym numerze, i wiele innych zapisanych w annałach historii pokazują, jak bardzo miejsce, gdzie stykają się zasady wiary z zasadami organizującymi rzeczywistość ziemską, jest miejscem wymagającym uwagi. Od Konstantyna Wielkiego aż do Napoleona (a gdzieniegdzie dłużej) trwało przekonanie, że chrześcijaństwo – a zwykle Kościół katolicki – jako jedyna prawdziwa religia jest ostoją ładu społecznego i państwowego. Wprawdzie w 1885 r. Leon XIII w encyklice „Immortale Dei” pisał, że Kościół „nie potępia owych kierowników rzeczypospolitych, którzy dla dopięcia jakiegoś wielkiego dobra, albo w celu przeszkodzenia złemu, pozwalają, by te [różne] wyznania spokojnie w państwie istniały. I na to też bardzo Kościół baczy, by nikt przeciw swej woli nie był zmuszanym do przyjęcia wiary katolickiej, bo jak mądrze upomina św. Augustyn, »człowiek nie może wierzyć, jeśli nie ma ku temu woli«”.

Choć dziś wydaje się to już oczywiste, a palenie czarownic należy do (zawstydzającej) przeszłości, to jednak wciąż przekonania religijne – także te odwołujące się do Chrystusa i Ewangelii – budzą namiętności mało chrześcijańskie. Tymczasem dysponując siłą i pieniędzmi, można umocnić instytucję, ale się nie zbuduje Miasta Bożego na ziemi.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp roczny

365 zł 95 zł taniej (od oferty "10/10" na rok)

  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
269,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Urodził się 25 lipca 1934 r. w Warszawie. Gdy miał osiemnaście lat, wstąpił do Zgromadzenia Księży Marianów. Po kilku latach otrzymał święcenia kapłańskie. Studiował filozofię na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował z młodzieżą – był katechetą… więcej

Artykuł pochodzi z numeru TP 04/2012